Cicha noc po afrykańsku PDF   Email

Usiku pakasi  
Mwana wakwe Leza
Wat’aiz’umu mpanga itu;
Wat’akwatwa ku Betelemu.
Katumulamuke!
Katumulamuke!

 
Jeżeli pod słowa w języku Mambwe, na który została przełożona kolęda, podłożymy melodię najbardziej znanej kolędy „Cicha noc”, to śpiewając, duchowo połączymy się z naszymi braćmi i siostrami w Zambii, którzy tak jak my, bardzo radośnie przeżywają uroczystość narodzenia Chrystusa Pana. „Usiku pakasi”, bo tak rozpoczyna się mambwowska  wersja „Cichej nocy”, będzie rozbrzmiewała we wszystkich kościołach i kaplicach w północnej części Zambii  w noc 24 grudnia. Tam, gdzie językiem obiegowym jest język Bemba, będzie to „Ubusiku pakati”, gdzie używają języka Kiswahili – zaśpiewają: „Usiku mkuu! Mtakatifu” a u nas „Cicha noc”. Słowa obce, ale treść ta sama, no i ta sama melodia wprowadzająca w nastrój tej jedynej w roku liturgicznym nocy Bożego Narodzenia. 

W kaplicach w afrykańskim buszu, a takie właśnie obsługiwałem, pasterka odprawiana jest już o godzinie 20.00. Mimo tak wczesnej pory, dla wielu jest to prawie że północ, bo nie ma tam elektryfikacji. Odprawiamy przy świecach, naftowych kagankach, a ja nad ołtarzem zawieszałem małą neonówkę zasilaną z akumulatora samochodowego, lecz zapalałem ją dopiero na Gloria. Nie ma tam zwyczaju wieczerzy wigilijnej, nie ma obdarowywania się prezentami  czy ubierania drzewek, chyba że w miastach, pod wpływem tradycji europejskiej. Kaplice są jednak przystrojone drzewkami bananowymi i zielonymi pnączami. Czasem pojawia się skromna szopka z glinianymi figurkami. W jednej z kaplic, przed Pasterką,  wszystkie figury betlejemskiej szopki były na miejscu, z wyjątkiem Jezusa. Na pytanie: a co z najważniejszą postacią dzisiejszej uroczystości? Twórca stajenki odparł: Jezus jeszcze nie wysechł. Przyniosę go jutro.  Spóźniłem się, bo lepiłem go na samym końcu. Zdarza się, że i tej kluczowej figurki może zabraknąć, ale to nie znaczy, że Jezus nie rodzi się w ich sercu. Świętowaniu Bożego Narodzenia towarzyszy bowiem wiara w to, że Jezus przyszedł do wszystkich, bo wszyscy jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga. W Polsce Boże Narodzenie świętowane jest hucznie i z rozmachem, zaś w Afryce, a zwłaszcza w wioskach rozsianych w afrykańskim buszu, tego splendoru nie widać, bo warunki są inne. Ale przecież to, co widzialne na zewnątrz, nie świadczy jeszcze o głębszym przeżywaniu tajemnicy Wcielenia. Kto wie, czy atmosfera afrykańskich wiosek, gdzie tyle jest biedy, trosk o zaspokojenie codziennych potrzeb i przemieszania wierzeń nie sprzyja bardziej rozumieniu duchowych wartości Bożego Narodzenia niż w starej, zeświecczonej  Europie?
Grubo przed pasterką chór, albo chóry, bo w niektórych kaplicach może być ich kilka, śpiewają pieśni adwentowe, wprowadzając w nastrój nadchodzącej tajemnicy wcielenia. Atmosfera, nawet w najmniejszych wspólnotach jest podniosła, a Pasterka, jak w każdą uroczystość, długa i radosna. W niektórych regionach Zambii przyjął się zwyczaj odprawiania Pasterki w większych tylko stacjach misyjnych, do których schodzą się katolicy z innych, pobliskich kaplic, tzn. z odległych o  20-30 kilometrów od tej, gdzie odprawiane jest nabożeństwo. Ci nie wracają po Pasterce do domu, lecz są przyjmowani przez gospodarzy do świąt Bożego Narodzenia. Nieraz zakłóca tę podniosłą atmosferę deszcz, bo w Zambii mamy w grudniu porę deszczową. Na mszę przychodzi wówczas mniej ludzi. Trudno wymagać od kogoś przejścia wielu kilometrów w deszczu bez parasola, po ciemku i w buszu. W wielu kaplicach pasterce przewodniczą katecheci lub przygotowani do tego przedstawiciele rady kościelnej, i to nie ze względu na „widzi mi się” zambijskiego Kościoła, lecz na brak księży. W jednej z misji, w której pracowałem, kaplic było 75, a misjonarzy tylko trzech. Mimo to, prawie w każdej kaplicy zbierała się grupa chrześcijan, którzy w modlitwie i w zasłuchaniu w Słowo Boże przyjmowała prawdę o narodzinach Boga w ludzkim ciele. Mimo tych trudności, radość Bożego Narodzenia udziela się wielu. A być może to właśnie dzięki trudnościom, jakie muszą pokonać nasi bracia i siostry w Zambii, są te święta radosne, bo Bóg nie przyszedł na świat w dostatku i bez trudu. On „przyszedł do swoich, a swoi go nie przyjęli” (Jan 1,11). Pierwszymi zaś, którzy pojawili się u jego żłóbka byli prości pasterze, z którymi tak wiele wspólnego mają nasi katolicy w afrykańskim buszu.
Kiedy zasiądziemy do naszych wigilijnych stołów, kiedy zaczniemy śpiewać polskie kolędy, pamiętajmy, że „Cicha noc” rozbrzmiewa w wielu językach, bo Ten, który się narodził przyszedł do wszystkich, bo „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.
Błogosławionych i pełnych pokoju świąt Bożego Narodzenia życzy
o. Franciszek Szczurek