Legendy
Dziewczyna, która odmówiła Imanie mleka PDF   Email

DZIEWCZYNA, KTÓRA ODMÓWIŁA IMANIE MLEKA

Legenda rwandyjska

Pewna dziewczyna właśnie robiła masło. Imana, który przemienił się w małego ptaszka, przyleciał i fruwał nad nią. Prosił o mleko. Dziewczyna przepędziła go mówiąc: "Imana nie przemienia się w ptaszka, a zresztą nie mam mleka."
Czas płynął. Dziewczyna stała się na tyle dorosłą, aby iść za mąż. Król przysłał delegację, aby poprosić o jej rękę. Dziewczyna przyjęła propozycję i poprowadzono ją, aby stała się królową. W dzień ślubu przyleciał mały ptaszek Imana i zaczął śpiewać nad bawiącymi się:

Tę dziewczynę widziałem w czasie robienia masła,
Och, ręce, które odmówiły Imanie!
Ja ją prosiłem o mleko.
Och, ręce, które odmówiły Imanie!
Ona odpowiedziała, że nie ma mleka.
Och, ręce, które odmówiły Imanie!
Ona odpowiedziała, że Imana nie może być ptaszkiem.
Och, ręce, które odmówiły Imanie.


Król usłyszał ptaszka, jak również wszyscy współbiesiadnicy. Bez wahania zadecydował: "Nie, ja nie mogę żyć z tą, która odmówiła mleka Imanie, ja nie chcę oddalić się od Imany". Dziewczyna nie znalazła miejsca, gdzie by mogła się ukryć. Nawet pałac królewski był dla jej wstydu za mały. Powróciła do domu razem z tymi, którzy towarzyszyli jej na weselu.
Wkrótce potem wielki wojownik poprosił ją o rękę. W dzień wesela wszystko powtórzyło się tak, jak poprzednio. Słuchając piosenki ptaszka, zdumienie ogarnęło wszystkich. Wojownik zadecydował: "Nie, ja nie mogę żyć z tą, która odmówiła mleka Imanie. Niech ona idzie sobie, ja nie mam dla niej domu. Nie mogę trzymać człowieka przynoszącego nieszczęście". Dziewczyna, nie mając innego wyjścia, wróciła do swoich rodziców z tymi, którzy towarzyszyli jej na weselu.
Nie wiedziała, co uczynić. Nie miała odwagi, aby popełnić samobójstwo. Powiedziała więc do swojej matki: "Mamo, daj mi trochę jedzenia na drogę. Pójdę poszukać szczęścia gdzie indziej."
W drodze silny deszcz zmusił ją do tego, aby prosić o schronienie w domu Twa. Biedny Twa mówi do niej: "Szlachetna pani, nie wchodź tutaj, ja nie jestem z twojego stanu." Dziewczyna udała, że nie rozumie. Twa pobiegł poinformować o tym swojego pana. Dziewczyna zadecydowała: "Nie, ja się stąd nie ruszę. Twa są ludźmi jak wszyscy." Wieczorem Twa przygotował łóżko dla niej samej. Dziewczyna nie zgodziła się na to i zaproponowała wspólny nocleg. W ten sposób stała się najpokorniejszą kobietą w kraju. Nauczyła się wyrabiać garnki, ta, która żyła w rodzinie bogatej i zajmowała się robieniem masła. Nauczyła się jeść kuropatwę, owoc polowania swojego męża, ona, która była przyzwyczajona do jedzenia wspaniale przyprawionego sera.
Dziewczyna zrozumiała, że pokora wobec Imany może przynieść szczęście.

 
Nie będę posłuszny temu, którego nie widzę PDF   Email
NIE BĘDĘ POSŁUSZNY TEMU, KTÓREGO NIE WIDZĘ

Legenda rwandyjska

Dawno, dawno temu żył sobie człowiek imieniem Ndalikizi. Był on bardzo biedny. Kiedyś najął się do pracy i jako zapłatę otrzymał motykę. Wróciwszy do domu powiedział do żony: "Idę uprawiać pole, które od dawna leży odłogiem". Powiedziawszy to wziął motykę i poszedł je uprawiać. Posiał na nim różne rodzaje warzyw.
Kiedy w czasie zbiorów zaszedł na pole, stwierdził z ogromnym zdziwieniem, że plony były przeobfite. Wtedy to odezwał się do niego Imana mówiąc: "Ndalikizi, uderz kijem o ziemię". Mężczyzna rozejrzał się dookoła, ale nikogo nie zobaczył. "Kim jesteś, ty, który rozkazujesz mi uderzyć kijem o ziemię?" Imana nalegał: "Uderz kijem o ziemię, wtedy zobaczysz kim jestem". "Nie będę posłuszny komuś, kogo nie widzę" - powiedział Ndalikizi i poszedł do domu.
Opowiedział żonie: "Kiedy byłem w polu i oglądałem wspaniałe zbiory usłyszałem jakiś głos, który żądał bym uderzył kijem o ziemię. Rozglądałem się dookoła, ale nikogo nie widziałem. Głos nalegał, bym uderzył kijem o ziemię, wtedy zobaczę tego, który mówi, ale ja kategorycznie odmówiłem".
Żona zapytała: "Czy naprawdę nic nie widziałeś? Czy dobrze się rozglądałeś?" "Tak" - odpowiedział mąż, prosiłem nawet tę istotę by mi się pokazała, ale ona mi odmówiła". -"Dobrze zrobiłeś! Masz rację. Nie słuchaj nigdy kogoś, kogo nie widzisz".
Następnego dnia kiedy mężczyzna powrócił na swoje pole, Imana ponownie zwrócił się do niego: "Ndalikizi, uderz kijem o ziemię". Lecz ten postawił Imanie ten sam warunek: "Jeśli chcesz abym był ci posłusznym, pokaż mi się. Nie będę przecież posłuszny komuś, kogo nie widzę".
W tym momencie nadszedł jakiś człowiek. Zobaczywszy go, powiedział: "Posłuchaj głosu, bądź mu posłuszny, zobaczysz co się stanie". - "Nie, nigdy tego nie zrobię" - powiedział Ndalikizi. Kiedy jednak Imana powtórzył żądanie, a Ndalikizi odmówił posłuszeństwa, wtedy przechodzień wziął kij i uderzył o ziemię.
I oto co się stało. Pole zapełniło się wielkim stadem krów. Duże dynie stały się dorodnymi krowami, a małe przemieniły się w cielęta. Podróżny zrozumiał wtedy jasno, niewątpliwie był to głos Imany. Uszczęśliwiony bogactwem chciał zaprowadzić do siebie stado, ale Ndalikizi się temu sprzeciwił. "Krowy pojawiły się na moim polu - powiedział - należą więc do mnie a nie do ciebie". - "Za kogo ty mnie masz" - odrzekł spokojnie przechodzień. - Gdzie były twoje krowy przed moim przybyciem?". Sprawa oparła się o trybunał królewski.
W dzień procesu Ndalikizi ukląkł przed królem: "Imana niech będzie z tobą, o władco, obrońco twoich sług..." Potem opowiedział o tym co się stało na polu. Zanim jeszcze jego przeciwnik zdążył odpowiedzieć, w sali sądowej dał się słyszeć głos Imany: "Ndalikizi, poleciłem ci uderzyć kijem o ziemię, a ty odmówiłeś. Nie masz więc prawa domagać się czegokolwiek. Krowy należą do tego, który był mi posłuszny. Ty otrzymasz je ode mnie innym razem".
Wróciwszy do domu, Ndalikizi opowiedział wszystko swojej żonie. "Okazaliśmy się głupcami" - stwierdził na koniec. Nie stracił jednak nadziei i któregoś dnia poszedł znowu na pole. Posiał na nim różne warzywa. Gdy nadszedł czas zbiorów stwierdził, że były one obfite, ale nie tak jak poprzednio. Teraz Ndalikizi z kijem w ręku był gotów natychmiast wykonać rozkaz Boga. Gdy więc usłyszał głos: "Ndalikizi...", nie czekając aż Imana skończy to, co ma mu do powiedzenia, uderzył kijem o ziemię. Pole zapełniło się owcami i kozami. Wtedy Imana odezwał się ponownie: "Straciłeś wiele, uderzając kijem o ziemię wcześniej, niż usłyszałeś moje polecenie. Dostaniesz tylko owce i kozy. Kiedyś nie mogłeś otrzymać krów przez nieposłuszeństwo i opieszałość, dziś nie dostaniesz ich przez twój pośpiech".
Ndalikizi poprowadził swoje stado do domu. Potem poszedł na służbę do króla. Za wierną służbę otrzymał od niego krowy. Stał się bogaty i szczęśliwy.
 
Zachłannośc jest często przyczyną ruiny PDF   Email
ZACHŁANNOŚĆ JEST CZĘSTO PRZYCZYNĄ RUINY

Legenda rwandyjska.

Dawno temu żył człowiek imieniem Sebitwi, syn Makera. Był on bardzo biedny. Pewnego dnia poprosił Imanę, aby mu ulżył w biedzie. Imana dał mu dynię, która miała mu zapewnić dobrobyt. Bardzo szybko Sebitwi zapomniał o swej biedzie i stał się nawet niezadowolony z tego, co otrzymał od Imany.
Pewnego dnia powiedział do swojej żony: Jeżeli będziemy kopać wokół naszej dyni, z pewnością da nam więcej owoców. Kobieta odpowiedziała: Wystrzegaj się robienia tego. Nie wiesz przecież, skąd jest ta roślina. Sebitwi już zdecydował. Wziął nożyk ogrodniczy, naciął trawy, która rosła wokoło, przyciął korzeń rośliny. Po krótkim czasie roślina uschła.
Bogaty w miłosierdzie Imana dał im inne źródło utrzymania. Pokazał miejsce, skąd wypływa mleko, napoje alkoholowe i fasola. Początkowo sama tylko kobieta znała to miejsce. Chodziła tam bez wiedzy swojego męża i kazała mu wierzyć, że jest to owoc jej pracy i podarunki sąsiadów.
Pewnego dnia Sebitwi powiedział do swojej żony: Jeżeli pójdziemy razem, praca we dwoje będzie wydajniejsza. Kobieta delikatnie odmówiła, nie mówiąc dlaczego.
Po miesiącu zgodziła się na towarzystwo swojego męża: Chcę, żebyś poszedł ze mną, ale wystrzegaj się, abyś nie ściągnął nowej biedy. - Nie bój się - odpowiedział Sebitwi.
Sebitwi niósł dzban. Kobieta zabrała dwa kosze oraz garnek na fasolę i mleko. Co pięć dni chodzili tam się zaopatrywać. Pewnego dnia Sebitwi powiedział do swojej żony: - Nasze źródło da nam więcej mleka, jeżeli kanał, skąd wypływa, będzie trochę szerszy. -Znów zaczynasz swoje - odpowiedziała żona. Jeszcze raz poszli się zaopatrzyć.
Wkrótce potem Sebitwi nazbierał drewna na opał, wziął kawałek żelaza i włożył do ognia. Kiedy żelazo stało się czerwone, poszedł do miejsca, z którego wypływało mleko. Tym razem jednak nie otrzymał nic i wrócił do domu z pustymi rękami. Kobieta, która się domyślała wszystkiego, zapytała, co się stało. Lecz mąż nic nie odpowiedział. Żona poszła więc sprawdzić sama i odkryła nieszczęście.
Pewnej nocy stał się cud. Ich dom przemienił się we wspaniały pałac pełen służących i bydła różnego gatunku. Imana powiedział do Sebitwi: Dałem ci to wszystko pod jednym warunkiem. Jeżeli napotkasz zwierzynę, która pędzi do lasu, nie goń jej. Sebitwi przyrzekł posłuszeństwo.
Pewnego dnia wypłoszył wydrę, która biegła w kierunku zakazanego lasu. On jej nie gonił. Następnego dnia wypłoszył zająca, zabił go i przyniósł swoim psom. Następnego dnia wypłoszył antylopę, która biegła w kierunku zakazanego lasu. Nie gonił jej. Któregoś razu zaczął jednak gonić zwierzę, by nie wrócić do domu z pustymi rękami. Kiedy znalazł się w zakazanym lesie, spotkał młode dziewczyny, które były naprawdę piękne. Zgubił więc ślady zwierząt i przyłączył się do towarzystwa młodych dziewcząt.
Wracając wieczorem do domu zaprotestował, kiedy żona chciała go nasmarować masłem. Nie ruszaj mnie, te które zasługują na to, aby mnie dotknąć, są gdzie indziej.
Następnego ranka Sebitwi poszedł znów na polowanie i wypłoszył gazelę, która biegła w kierunku lasu złych doradczyń. Spotkał piękną dziewczynę i spędził z nią cały dzień. Nadeszła noc. Sebitwi poszedł wprawdzie do domu, ale i tym razem odmówił swojej żonie. Chodzisz na polowania z naszymi ludźmi. Oni wracają sami. Dlaczego? Wracaj na noc, jak wszyscy inni. Wiesz, że Imana obdarował nas tyloma wspaniałościami. Jeśli się nie zmienisz, opuszczę cię wraz z dziećmi. Sebitwi rozgniewał się i powiedział: Jeżeli zaczniesz dawać mi lekcje, zabiję cię, głupia kobieto. Biedna żona nie śmiała więcej otworzyć ust.
Nazajutrz Sebitwi poszedł ze swymi psami do dziewiczego lasu. Wypłoszył antylopę, która schroniła się w zaroślach. Dziewczęta, które były dla niego tak miłe, i tym razem, przyjęły go tak samo. Podczas kiedy Sebitwi zabawiał się z dziewczętami, Imana przyszedł na miejsce i zobaczył wszystko.
Wieczorem mężczyzna powrócił do domu. Położył się spać wraz z żoną, a następnego ranka, kiedy się obudzili, znaleźli wokół siebie starą biedę. Nie było pałacu, służby, krów, pięknie przystrojonych dzieci. Pozostała tylko stara, rozwalająca się chata. Żona wraz z dziećmi opuściła Sebitwi, który wkrótce potem umarł z głodu.
Oto morał legendy: Ten, który jest zbyt zachłanny, traci wszystko.
 
Ruhuga i Nyarubwana PDF   Email
RUHUGA I NYARUBWANA

Legenda rwandyjska

Było to dawno, dawno temu. Żył sobie mężczyzna, któremu żona urodziła dziewczynkę i... psa. Sąsiedzi chcieli zabić psa, ale matka przeciwstawiała się temu: "Pozwólcie mu żyć, proszę was, urodziłam go przecież podobnie jak inne moje dzieci."
Dziewczynce nadano imię Ruhuga, psu - Nyarubwana. Wkrótce zmarła im matka. Wychowaniem ich zajął się ojciec. Kiedy dorośli, ojciec postanowił znowu się ożenić. Dziewczęta odmawiały mu ręki, mówiąc: "Jak możemy żyć w jednym domu z tobą i twoją córką, która jest w tym samym wieku, co my?" W końcu jedna z nich zgodziła się zostać jego żoną, ale pod warunkiem, że będzie jedyną kobietą w domu. Mężczyzna postanowił więc pozbyć się swojej córki.
Pewnego dnia powiedział: "Moje dziecko, dawno nie byłaś z wizytą u ciotki. Nie miasz ochoty jej odwiedzić?" - "Oczywiście" - odpowiedziała dziewczyna. - "Umyj się, namaść masłem, ubierz nową sukienkę, a ja cię odprowadzę" - zakończył ojciec.
Dziewczyna szybko była gotowa. Wyruszyli w drogę, prowadząc młodego byczka i barana, prezenty dla ciotki, bo nie było w zwyczaju zachodzić do przyjaciół z pustymi rękami. Doszedłszy do rzeki spotkali pasterza pojącego swe stado. "O, gdybyś wiedział, jakie spotkało mnie nieszczęście - zaczął skarżyć się ojciec Ruhugi. - Ta dziewczyna jest moją córką. Nie ma męża. Oczekuje dziecka. Proszę, uwolnij mnie od tego nieszczęścia i wrzuć dziewczynę w nurty rzeki." Pasterz popatrzył badawczo na dziewczynę i rzekł: "Drogi panie, chętnie oddałbym ci tę przysługę. Widzę jednak, że twoja córka nie jest w ciąży i nie mam żadnych wątpliwości. Powiedz mi, co naprawdę masz przeciw niej?"
Idąc dalej doszli do miejsca, gdzie mężczyzna wyrąbywał drzewo na budowę swego domu. "O, gdybyś wiedział, jakie spotkało mnie nieszczęście - zaczął skarżyć się ojciec Ruhugi. - Ta dziewczyna jest moją córką. Nie ma męża. Oczekuje dziecka. Proszę cię uwolnij mnie od tego nieszczęścia i wrzuć dziewczynę w nurty rzeki." Budowniczy popatrzył badawczo na dziewczynę i rzekł: "Drogi panie, chętnie oddałbym ci tę przysługę. Widzę jednak, że twoja córka nie jest w ciąży i nie mam żadnych wątpliwości. Powiedz mi, co naprawdę masz przeciw niej?"
Idąc dalej przez las spotkali myśliwego: "O, gdybyś wiedział jakie spotkało mnie nieszczęście - zaczął skarżyć się ojciec Ruhugi. - Ta dziewczyna jest moją córką. Nie ma męża. Oczekuje teraz dziecka. Proszę cię uwolnij mnie od tego nieszczęścia i wrzuć dziewczynę w nurty rzeki. Oto byczek i baran, które otrzymasz jako zapłatę." Myśliwy pomyślał: "Tak dawno nie jadłem barana..." Złapał dziewczynę i wrzucił ją w nurty rzeki. Rozstali się. Ojciec Ruhugi mógł wreszcie ożenić się ze swą narzeczoną.
Kiedy mężczyźni rozstali się, nadbiegł Nyarubwana, który od początku śledził ojca i swą siostrę. Zobaczył Ruhugę miotającą się w rzece. Jak strzała rzucił się do wody i wywlókł ją na brzeg. Umieścił ją w konarach wielkiego drzewa, leczył ją i karmił.
Po jakimś czasie pod osłoną nocy przeniósł i ukrył Ruhugę w małym szałasie niedaleko ojcowskiego domu. Tam w tajemnicy strzegł ją i leczył. Dziewczyna wyzdrowiała i stała się jeszcze piękniejsza niż dawniej.
Wtedy Nyarubwana powiedział do ojca: "Przygotuj dużo piwa bananowego, zaproś całą rodzinę i przyjaciół. Postaraj się o piękną suknię. Później powiem ci, dlaczego żądam tego wszystkiego". Ojciec, ciekaw, co będzie się dziać, postąpił według jego życzeń. Gdy wszystko było gotowe, Nyarubwana zaniósł siostrze suknię, sam zaś porzucił skórę psa i stał się eleganckim młodzieńcem.
Oboje, nadzwyczaj piękni, ukazali się zaproszonym gościom. Nikt nie wierzył własnym oczom. Nyarubwana był przecież psem, a jego siostrę Ruhugę uważano od dawna za zmarłą. "To Imana chciał, abym urodził się psem i tak uratował od śmierci moją siostrę" - wyjaśnił Nyarubwana. "Ta zła kobieta wymusiła na ojcu śmierć Ruhugi, nie chcąc żyć z nią razem pod jednym dachem."
Zgromadzeni nie pozwolili mu dokończyć opowiadania. Natychmiast przeszyli złą kobietę włóczniami. Ojcu wprawdzie darowano życie, ale okrył się na zawsze hańbą.
Niedługo potem ktoś poprosił o rękę Ruhugi. Wkrótce ożenił się Nyarubwana. W końcu ich ojciec także znalazł nową żonę. Wszyscy oni wiedli życie spokojne i szczęśliwe.
 
Tajemnica nieśmiertelności PDF   Email
TAJEMNICA NIEŚMIERTELNOŚCI

Legenda rwandyjska

Pewnego dnia Imana powiedział do człowieka: "Postanowiłem obdarzyć cię wielkim skarbem. Przyjdziesz do mnie w nocy, a wyjawię ci tajemnicę nieśmiertelności. Będziesz jej używał, aby się stale odnawiać, byś nigdy nie zestarzał się ani nie umarł."
Człowiek uradował się ogromnie. Ale w chwili, kiedy Imana przemawiał, znalazł się blisko wąż, który podsłuchał głos Imany. Wąż powiedział do siebie: "Jeżeli i ja posiądę tajemnicę, będę mógł z niej korzystać. Pójdę, ukryję się blisko człowieka i będę pilnie nasłuchiwał."
Z nastaniem wieczoru człowiek udał się do Imany. Rzekł do niego Imana: "Spędzisz tutaj noc bez zmrużenia oka. Zawołam na ciebie dwa razy, aby wypróbować twoją czujność. Następnie zawołam po raz trzeci i wyjawię ci tajemnicę nieśmiertelności."
Człowiek usiadł na ziemi i czekał. Około północy Imana zawołał: "O ty, człowieku!" Człowiek odpowiedział: "Miej długi żywot, Mistrzu Szczęśliwości". - "Bardzo dobrze" - powiedział Imana. - "Czuwaj dalej".
Gdy nadeszła północ, Imana zawołał ponownie. Człowiek zaraz odpowiedział. Imana pochwalił człowieka i przykazał mu czuwać dalej.
Lecz około pierwszego piania kogutów człowiek zapadł w sen i zanurzył się w ciemnościach. W tej właśnie chwili zawołał Imana: "O ty, człowieku!" Ale człowiek milczał. Zamiast niego odpowiedział wąż: "Miej długi żywot, Mistrzu Szczęśliwości". Zasmucił się Imana i rzekł: "Żal mi potomków człowieka! Czy to ty, wężu, odpowiedziałeś? Ponieważ przyrzekłem, że za trzecim zawołaniem wyjawię tajemnicę nieśmiertelności, spełniam swoją obietnicę."
Kiedy człowiek obudził się, wschodziło już słońce. Zaraz pojął, że trzecie wołanie pozostało bez jego odpowiedzi. Zasmucił się wielce i wyjawił swój smutek Imanie. A Imana rzekł: "Nie odpowiedziałeś na moje wołanie. Zastąpił cię wąż, więc jemu wyjawiłem tajemnicę nieśmiertelności."
Człowiek zadumał się i powiedział: "Wąż ukradł mi tajemnicę. O nie, nie będzie jej używał w pokoju! Za każdym razem, gdy go spotkam, będę go zabijał, a moi potomkowie będą tępić jego potomków."
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 2